Scroll to top

Stawką jest nasza przyszłość


No comments

“Zapomnijcie o Marsie” – powiedział niedawno  Yvone Chouinard, używając , być może, nieco mocniejszych słów. Założyciel Patagonii nawiązywał do pojawiającej się, od czasu do czasu, w rozmowach o kryzysie klimatycznym idei głoszącej, że jeżeli sprawimy, że Ziemia nie będzie się już nadawała na miejsce do życia dla ludzi, po prostu przeniesiemy się na Czerwoną Planetę. I on i jego firma woleliby tego nie robić i są bardziej niż kiedykolwiek zdeterminowani by ratować naszą planetę. W wywiadzie do książki: „Environmental and Social Initiatives”, Chouinard opowiada o tym, co robi jego firma, by chronić glebę, wodę i powietrze, od których zależy byt nas wszystkich i jak mierzy się z największym w historii zagrożeniem dla naszego dobrobytu.

Brad Wieners:  W zeszłym roku, gdy suma grantów, przekazanych przez Patagonię organizacjom ekologicznym przekroczyła 100 milionów dolarów, miałem wrażenie jakby niechęci do upubliczniania tego, być może dlatego, że ta firma nigdy specjalnie nie przechwalała się liczbami.

Yvon Chouinard: Oh, żadnej niechęci nie ma. Myślę, że powinniśmy być z tego powodu dumni, ponieważ to pokazuje, co firma może zrobić, a nie, co mogą zrobić akcjonariusze gdy już przeliczą zyski z lokat i zdecydują na co wydać część przychodów. Nasze granty były przyznawane na bieżąco.

Patagonia przekazuje pieniądze bezpośrednio aktywistom. Czy myślałeś kiedyś o zmianie tego systemu?

Zawsze uważaliśmy, że aktywiści najbardziej potrzebują pieniędzy. Sporo funduszy przeznaczanych jest na badania, ale nauka bez aktywistów to martwa nauka. A aktywistom ciężko jest uzyskać jakiekolwiek dotacje, ponieważ każdy się boi, że zrobią coś radykalnego. Szczególnie duże firmy postrzegają ich, jako ryzyko, nie warte zachodu. Dlatego pomyśleliśmy: pozwólmy innym wspierać badania. Niech inni zajmują się dużymi projektami ochrony. My będziemy wspierać aktywistów. I tak zrobiliśmy.

Jeżeli cokolwiek się zmieniło, to to, że zaczęliśmy produkować filmy jak „DamNation”. Mogliśmy przekazać pieniądze międzynarodowym organizacjom zajmujących się zaporami, ale czuliśmy, że lepszy efekt przyniesie, jeżeli sami zrobimy film. Okazało się to prawdą, „DamNation” nie był kolejnym ekologicznym filmem, niewidzianym przez nikogo. Obejrzało go naprawdę sporo osób.

Zawsze powtarzałem, że każdy z nas, na swój sposób, na miarę swoich możliwości, musi robić coś, by przeciwstawiać się złu. W Patagonii mamy duże możliwości – mamy lepsze możliwości marketingowe niż większość organizacji ekologicznych, a mimo to przekazywaliśmy pieniądze innym, by nagłaśniali problemy, które leżą nam na sercu. Dlaczego by nie użyć naszych własnych zasobów? To skierowało nas w kierunku przemysłu filmowego. Jesteśmy teraz firmą z branży filmowej.

Bardzo chciałbym, byśmy uświadomili sobie fakt, że niszczymy planetę. To może łatwo skończyć się uczynieniem jej niezamieszkalną, w ciągu następnych 80 lat, przynajmniej dla nas i dla zwierząt.  Dlatego niedawno zmieniliśmy motto naszej firmy na: „Jesteśmy w biznesie, aby uratować naszą rodzinną planetę.”


Zdjęcie: Jim Richardson

Zatem „Jesteśmy w biznesie, aby uratować naszą rodzinną planetę”?

Dokładnie tak. Mam już 80 lat i nie raz zadawałem sobie pytanie, po co ciągle chodzę do pracy. Nie po to, by sprzedać więcej ubrań czy zarobić więcej pieniędzy. Robię to, bo niszczymy planetę, i doszło to do tak strasznego punktu, że musimy coś z tym zrobić. Gdybyś porozmawiał z nowymi pracownikami usłyszałbyś, że są tu z tego samego powodu: chcą pomóc ratować planetę.

Poza zatrudnianiem podobnie myślących osób, gdzie ta energia powinna być kierunkowana?

Doszliśmy do wniosku, że najlepszą rzeczą, jaką możemy zrobić, jest wspieranie regeneracyjnego rolnictwa. Nie jest mi znany żaden inny sposób, który może rozwiązać problem globalnego ocieplenia. Jasne, możemy próbować zatrzymać używanie paliw kopalnych. Powodzenia. Powodzenia z występowaniem przeciwko Exxon i innym wielkim kompaniom energetycznym. Próba walki z nimi skończyłaby się wydaniem góry pieniędzy i brakiem jakichkolwiek wyników tych działań.  Natomiast to, co dowiadujemy się na temat rolnictwa regeneracyjnego, wygląda bardzo obiecująco. W rolnictwie organicznym eliminujesz szkodliwe chemikalia, ale niewiele ponad to. W przypadku regeneracyjnej agrokultury jesteś w stanie wyhodować wyższej jakości, bardziej odżywcze i lepiej smakujące owoce i warzywa, powiększasz poziom próchniczy gleby i wiążesz węgiel. To sytuacja, w której każdy wygrywa. Według mnie to realne, pozytywne rozwiązanie. Nadzieja dla nas.


Pola bawełny w Indiach. Zdjęcie: Tim Davis

Czy agrokultura regeneracyjna rzeczywiście może związać wystarczającą ilość węgla w glebie, by przeciwdziałać efektowi cieplarnianemu?

Według badań Uniwersytetu Kalifornijskiego i francuskiego rządu – może. Uważają, że jeżeli na szeroką skalę zmienimy rodzaj upraw na rolnictwo regeneracyjne, będziemy w stanie związać większą ilość węgla niż ta, którą emitujemy. W Patagonii nie oczekujemy, że inni zrobią coś za nas. Przygotowujemy plan i inwestujemy w pilotażowy program.

By wyczyścić własne podwórko, Patagonia wprowadziła dwa nowoczesne programy. Jednym z nich było otrzymanie certyfikatu B Corporation w 2011 roku. Czy było to opłacalne?

Tak. Nie przyjął się on tak dobrze, jak mieliśmy nadzieję, ale dostarcza on pewne ramy działania. Od innych firm słyszeliśmy, że też było to dla nich pomocne. Gdy zaczynaliśmy zajmować się tymi problemami, nie było zbyt wiele miejsc, do których można było się zwrócić o pomoc. Teraz jest kilka niezłych.


Dzikie bawoły walczące ze zmianami klimatu na Wielkich Równinach. Zdjęcie: Jill O’Brien

A co ze Wskaźnikiem Higga, używanego przez firmę do oceny społecznych i środowiskowych skutków procesu produkcji?

Wskaźnik pomaga nam w kontroli, ale jestem zawiedziony tym, że większe firmy nie zrobiły więcej. Kiedy zaczynaliśmy ten temat w 2007 roku, wszyscy mówili o „zrównoważonym rozwoju”, teraz jest to słowo bez znaczenia.

Biorąc pod uwagę powagę kryzysu klimatycznego, zmiana sytuacji będzie wymagała udziału wielu różnych stron, wliczając w to rząd. Czy Patagonia będzie współpracować z rządem w celu ratowania planety?

Nie możemy polegać na obecnym rządzie. Ta administracja jest zła. Jedyne, czego chcą, to niszczyć planetę dla zysku. Nie zmienisz ich sposobu myślenia. To jak walenie głową w mur. Nie mam ochoty zostawać męczennikiem. Uważam, że po prostu powinniśmy się ich pozbyć.

Jako firma zamierzamy przeznaczyć większe środki na sprawy związane z polityką, ale dla mnie to wyrzucanie pieniędzy, w porównaniu do walki z przyczynami, a nie objawami globalnego ocieplenia. Zależy nam także na posprzątaniu własnego podwórka, w związku z tym rozpoczęliśmy wdrażanie zmian, tak by do 2025 roku wyeliminować, lub związać całkowitą ilość węgla, jaką emitujemy. Dotyczy to nie tylko naszych biur i sklepów, ale także fabryk produkujących dla nas materiały, szwalni i farm, na których hodujemy nasze naturalne włókna. Celem końcowym jest usunięcie z powietrza większej ilości węgla, niż sami emitujemy.

Kiedy zaczynaliśmy rozdawać pieniądze, wiedzieliśmy, że krzywdzimy naszą planetę, ale nie zdawaliśmy sobie sprawy, że całkowicie ją niszczymy i to w bardzo szybkim tempie. Na czym naprawdę mi zależy, to, by wszyscy uświadomili sobie, że jesteśmy w sytuacji, gdy wszyscy muszą się zaangażować. Tu ważą się losy nie jakiegoś zagrożonego gatunku, ale całej ludzkości. I to się dzieje teraz, za naszego życia. To już zupełnie inny scenariusz. Więc zróbmy coś.

Zobacz także...

Post a Comment