Scroll to top

Patagonia kontra Donald Trump


No comments

Wszyscy wiedzieliśmy, że legendarna firma Patagonia prowadzi życie pełne przygód. Wiedzieliśmy, że zależy jej na środowisku naturalnym. Ale dopiero w chwili kiedy pojawił się Donald Trump, zdaliśmy sobie sprawę, że ta firma jest również gotowa stanąć do walki.

Illustration By Guy Shield

Patagonia została stworzona na obraz i podobieństwo swojego założyciela – Yvona Chouinarda. Pod koniec stycznia, gdy spotkaliśmy się po raz pierwszy, na jego image składały się flanelowa koszula, wytarte spodnie i klapki. Chouinard zupełnie nie wyglądał na najbogatszego człowieka w tym pomieszczeniu. Nawet poruszał się w taki sposób, by nie zwracać na siebie uwagi, tak jakby unikał zainteresowania innych. – Nasze pierwsze spotkanie było dość zabawne – powiedział mi Tommy Caldwell, gwiazda wspinania. – Wszedłem do kawiarni w siedzibie Patagonii, ujrzałem go i pomyślałem sobie: „Ten facet wygląda na bezdomnego”.

 

Z jednej strony Chouinard jest reliktem ruchu bitników, a z drugiej regeneratem kapitalizmu. Dawniej był rewolucyjnym wspinaczem skalnym, który wciąż często znika z firmy udając się na wyprawy wędkarskie i surferskie, jednak dzisiaj zarządza również korporacją, która w zeszłym roku odnotowała wyniki sprzedaży na poziomie 800 milionów dolarów. W wieku 79 lat Chouinard wygląda niczym trol górski, który lubi wygrzać się w słońcu, zjeść coś dobrego, napić się wina, jednak jeśli jutro miałaby nadejść apokalipsa, to pewnie przeżyłby nas wszystkich. – Spędziłem wystarczająco dużo czasu w górach, bym był w stanie bezpiecznie i skutecznie przemieścić się z punktu A do B. Bez problemu wyżywiłbym rodzinę z tego co da się znaleźć nad brzegiem oceanu. Jednak nie radzę sobie na pustyni – zupełnie jej nie rozumiem.


W miesiącach poprzedzających nasze spotkanie, Chouinard i Patagonia przeżyli kilka katastrof. Pożar lasów, który otrzymał przydomek „Thomas”, był największym w historii Kalifornii, zniszczył wzgórza wokół siedziby głównej firmy w Venturze. Pięciu pracowników utraciło swoje domy, a jakby tego było mało, potem nadeszły dodatkowo lawiny błotne. Wszystko to działo się równocześnie z innym kryzysem, z którym Patagonia również próbowała sobie poradzić – chodziło o decyzję prezydenta Trumpa dotyczącą zmniejszenia obszarów chronionych i parków narodowych. Był to pierwszy taki ruch ze strony któregokolwiek z amerykańskich prezydentów. Ograniczenie obszarów chronionych, takich jak Bears Ears w Utah, oznaczało największą w historii USA redukcję wielkości parków przyrodniczych. Na początku grudnia doprowadziło to Patagonię do zamieszczenia na stronie firmowej mocnego przekazu pt. „Prezydent ukradł twoją ziemię” – www.patagonia.com/protect-public-lands.html

 

W odpowiedzi Komisja Kongresu ds. Zasobów Naturalnych rozesłała maila o tytule: „Patagonia – nie kupujcie ich produktów”. To nie był już tylko przypadek Donalda Trumpa, który na Twitterze „ćwierka”, że sklepy Nordstrom nie promują ubrań z kolekcji jego córki. Rząd federalny, kontrolowany przez pseudo pro-biznesowych republikanów, w gruncie rzeczy w otwarty sposób nawoływał do bojkotu prywatnej firmy. Sprowokowało to reakcję ze strony byłego dyrektora Biura Etyki Rządowej, który określił tę akcję jako: „dziwaczne i niebezpieczne odejście od norm obywatelskich”.

 

Chouinard jest znany jako trudny oponent. Nie używa maila. Zazwyczaj nie dotyka swojej komórki. Jednak potrafi zadać dotkliwy cios za pomocą słów. W grudniu Chouinard wystąpił w CNN – miał na sobie koszulę, która wyglądała na tę samą, którą nosił w dniu naszego spotkania – i powiedział: – Sądzę, że jedyną rzeczą, która ta administracja jest w stanie zrozumieć, jest pozew sądowy. Tracimy tę planetę. Mamy nikczemny rząd… A ja nie zamierzam stać spokojnie i pozwalać złu zwyciężać. To tłumaczy decyzję Patagonii o pozwaniu Białego Domu do sądu federalnego. https://www.cbsnews.com/news/patagonia-vows-to-sue-trump-over-national-monuments/

Fot. Jacques Pavlovsky / Sygma / Corbis / Sygma Via Getty Images

Fot. Andy Hayt / Sports Illustrated / Getty Images

Patagonia nie jest typową firmą produkującą polary dla twoich rodziców. Wystarczy wspomnieć stary dowcip o Patagucci. Nic dziwnego, że każdy inwestor strategiczny z Palo Alto w Dolinie Krzemowej nosi kamizelkę Patagonii (zazwyczaj model Synchilla). Nieprzypadkowo postać Jareda Dunna z serialu „Silicon Valley” posiada imponującą kolekcję ciuchów Patagonii. Kamizelka Patagonii stała się już stałym elementem pop-kultury – DeRay Mckesson z ruchu Black Lives Matter nosi swoją kamizelkę Patagonii tak często, że stworzono dla niej osobne konto na Twitterze. A$AP Rocky często pokazuje się w bluzach Snap-T. Louis Vuitton skopiował styl górski z klasycznej bluzy Patagonii, Classic Retro-X. Amerykańskie uniwersytety są nasycone odzieżą Patagonii, a odnalezienie w second-handzie starych modeli z dużym logo gwarantuje pokaźną premię przy odsprzedaży na eBayu.

 

Siedziba firmy wygląda jak krzyżówka pomiędzy campusem uniwersyteckim i centrum recyklingu. Wszędzie widać panele słoneczne. Pianki surferskie schną na dachach samochodów – pięć akrów firmowego parku to niewielki dystans dzielący biuro od plaży. Przy firmie działa szkoła podstawowa, do której pracownicy mogą zapisywać swoje dzieci – jest to jedna z przyczyn dla których w Patagonii panuje praktycznie idealny parytet pomiędzy płciami. Wielu dyrektorów generalnych Patagonii to kobiety, włączając w to obecną dyrektor – Rose Marcario. W swoich wspomnieniach pt. „Let My People Go Surfing”, które stały się biblią dla wielu ludzi biznesu, Chouinard napisał: Dorastałem otoczony przez kobiety. Od tamtej pory wolę takie towarzystwo.

Chouinard urodził się w Maine, ale ukształtowała go Kalifornia. Był synem ciężko pracującego stolarza, pochodzącego z francuskojęzycznej Kanady. W 1946 r. w wieku lat ośmiu przeprowadził się wraz z rodziną do Burbank, na północ od Los Angeles – był to pomysł jego matki, a miał na celu przyniesienie ulgi astmie jego ojca. W Kalifornii Chouinard wyróżniał się w niekoniecznie dobry sposób. Był niski, mówił po francusku, a do tego nosił imię brzmiące dziewczęco. Nienawidził szkoły. Lekcje historii w szkole średniej spędzał ćwicząc wstrzymywanie oddechu, by móc głębiej nurkować podczas łowienia homarów koło Malibu. – Dawno temu przekonałem się, że jeśli chce się zwyciężać, należy samemu stworzyć reguły gry. Uciekał ze szkoły do Parku Griffith, by polować na króliki, a w rzece Los Angeles River łowił raki. Dzika przyroda okolic Los Angeles była raczej dziwna – jego ulubione jeziorko do pływania było ujściem ścieków z laboratorium wytwórni filmowej. – Tak, pływałem w tych ściekach – mówi wybuchając jednocześnie śmiechem.

 

Potem odkrył wspinanie. W latach 50. Chouinard mając już 16 lat, pojechał do Wyoming i wspiął się na szczyt Gannett Peak – najwyższą górę tego stanu. Wkrótce poznał innych młodych wspinaczy, w tym Royala Robbinsona i Toma Frosta, dzięki którym przeniósł się do Yosemite, gdzie żywił się byle czym – nawet puszkami z karmą dla kotów – byle tylko dokonywać pierwszych przejść na granitowych urwiskach. – Lata 60. to był szczytowy okres epoki paliw kopalnych. Można było zawsze znaleźć dorywczą pracę. Benzyna kosztowała 25 centów za galon. Samochód z drugiej ręki można było kupić za 20 dolarów. Obozowanie było za darmo. To były czasy swobody.

 

Chouinard i jego przyjaciele odmienili wspinanie skalne – dzięki nim narodził się współczesny, czysty styl wspinania, w którym nie wbija się już haków w szczeliny i nie używa ich jako punktów podparcia. Doprowadziło to wspinaczy takich jak Tom Caldwell, który jest ambasadorem wspinaczkowym Patagonii, do dokonywania wyczynów, które kiedyś nie mieściły się w głowie – takich jak pierwsze przejście klasyczne Dawn Wall w Yosemite. Chouinard również swoją żonę Malindę (47 lat) poznał w Yosemite. W tamtych czasach była wspinaczką, która dorabiała jako pokojówka. Według Chouinarda, zakochał się w niej w chwili, gdy siedzieli razem, a Malinda zobaczyła, jak jakieś kobiety na parkingu wyrzucają przez okno samochodu puszki po piwie. Podeszła do nich i poprosiła, by to posprzątały. W odpowiedzi zobaczyła środkowy palec. Malinda gołymi rękami oderwała tablicę rejestracyjną ich samochodu i przekazała ją strażnikom parkowym. W tamtej chwili Chouinard się w niej zakochał.

 

Patagonia zaczynała jako Chouinard Equipment, sprzedając sprzęt własnoręcznie wyprodukowany przez Yvona w jego skromnym warsztacie. Pierwsze modele odzieży były przede wszystkim funkcjonalne, gdyż miały wytrzymać kontakt ze skałą: sztruksowe spodnie czy grube bluzy polo zainspirowane odzieżą, którą Yvon przywiózł z wyprawy do Szkocji. Kiedy ubrania zaczęły się coraz lepiej sprzedawać, firma postanowiła oddzielić tekstylia od sprzętu. Potrzebna była jeszcze jakaś dobra nazwa. Jak to tłumaczy Chouinard: – W tamtych czasach dla większości ludzi Patagonia była niczym Timbuktu lub Shangri-la – odległa, interesująca, trochę jakby poza mapą. W dzisiejszych czasach ten „odległy ląd” kwitnie.

 

Dzięki kierownictwu Rose Marcario, zyski Patagonii wzrosły czterokrotnie. Oprócz produkcji odzieży, firma zajmuje się robieniem filmów, działa w biznesie spożywczym, a nawet inwestuje w ekologiczne start-upy. Jeden z nich – Bureo – zajmuje się produkcją deskorolek i okularów przeciwsłonecznych z przetworzonych, zużytych sieci rybackich. Patagonia wypracowała system przekazywania 1% ze swojej sprzedaży na organizacje ekologiczne – w kwietniu 2017 r. kwota ta wynosiła 89 milionów dolarów. Firma przewodzi też w branży odzieżowej w inicjatywie oczyszczania tekstylnego łańcucha dostaw, poprzez wprowadzanie lepszych praktyk w zagranicznych fabrykach. Chouinard, jego żona i dwoje dorosłych dzieci pozostają jedynymi właścicielami Patagonii.

 

Pomimo wszystkich tych sukcesów, jeden cierń wciąż pozostaje wbity w sumienie Chouinarda: producent odzieży zawsze wytwarza zanieczyszczenia. Najmodniejsza kurtka puchowa z tego sezonu w następnym roku wyląduje na wysypisku. – Najlepszą rzeczą, którą możesz zrobić dla planety jeśli chodzi o odzież, to kupowanie ubrań z drugiej ręki i noszenie ich najdłużej jak się da – powiedział Chouinard. – To jak z samochodem. Jeśli pozbędziesz się swojego Chevroleta i kupisz Priusa, nie robisz nic dobrego dla planety – po prostu wprowadzasz na drogi jeszcze jeden samochód. Ktoś inny będzie jeździł twoim starym Chevym.

 

W 2011 r. w Czarny Piątek Patagonia zamieściła całostronicową reklamę w New York Timesie pod hasłem „Nie kupuj tej kurtki”. https://www.patagonia.com/blog/2011/11/dont-buy-this-jacket-black-friday-and-the-new-york-times/ Firma obiecywała, że będzie naprawiać i utylizować starą odzież oraz wzywała klientów, by nie kupowali nowego towaru, jeśli go nie potrzebują. Oczywiście reklama Patagonii odbiła się głośnym echem w mediach, a firma sprzedała mnóstwo nowych kurtek. – Równocześnie zmusiło nas to do stworzenia największego centrum naprawy odzieży w Ameryce Północnej. A do tego obiecaliśmy klientom, że będziemy dbać o jak najwyższą jakość każdego z naszych produktów. Jeśli odzież się zepsuje, to ją naprawimy, a jeśli już go jej chcesz, to znajdziemy dla niej inny dom. Natomiast kiedy jej żywot dobiegnie już absolutnego końca, zutylizujemy ją i przerobimy na inny produkt – mówi Chouinard. Dodaje również: – Nie chodziło nam o to, by sprzedać więcej produktów, choć ta kurtka sprzedawała się w szalonym tempie. To jest jak Zen. Jeśli będziesz robił dobro, to dobre rzeczy będą do ciebie wracać.

 

W epoce Trumpa, Chouinard i jego firma czują przypływ nowej energii. Zaraz po wyborach, młody pracownik Patagonii zaproponował, by przekazać zyski z Czarnego Piątku na setki ekologicznych organizacji pozarządowych – z gatunku tych, których działań obecna administracja najbardziej nienawidzi. I nie chodziło tutaj tylko o cząstkę przychodów – chodziło o cały zysk. Pomysł poszedł w górę struktur firmy. W przeciągu kilku dni Patagonia dokonała zobowiązania w sieciach społecznościowych. Pieniądze ze sprzedaży zaczęły napływać.

 

Rok przed wyborami, Patagonia zarobiła 2,5 miliona dolarów na Czarnym Piątku. Natomiast w 2016 r. wynik sprzedaży osiągnął 10 milionów dolarów – cała ta suma została przekazana na ekologiczne NGOsy. -Kosztowało nas to dużo pieniędzy, gdyż był to cały przychód. Jednak 60% kupujących to byli nowi klienci. Sześćdziesiąt procent! To było jedno z najlepszych posunięć biznesowych w naszej historii – powiedział Chouinard.

 

https://www.patagonia.com/blog/2016/11/record-breaking-black-friday-sales-to-benefit-the-planet/

 

W Venturze, nawet wiele tygodni po pożarze zwanym Thomas, wciąż można wyczuć w powietrzu zapach dymu. Siedziba Patagonii była wykorzystana jako schronienie dla ewakuowanych osób aż do chwili, gdy pożar za bardzo zbliżył się do budynków. Potem sklep Patagonii w Venturze przekazał bieliznę termiczną dla strażaków walczących nocami z żywiołem w górach oraz buty wędkarskie dla ekip poszukujących ludzi w lawinach błotnych. W związku z tym czułem się trochę niezręcznie pytając Chouinarda, czy nie wydaje mu się, że aktywizm Patagonii jest posunięciem oportunistycznym, biorąc pod uwagę, że w ostatecznym rachunku im się to opłaca. To, co dla niego brzmi jak „zen”, innym może się wydawać „dobrym marketingiem”. Zastanowił się przez chwilę nad tą kwestią, a potem zdecydowanie zaprotestował: – To co robimy, robimy naprawdę. Wiele firm tylko udaje pro-ekologiczność, jednak młodzi ludzie są w stanie przejrzeć ich grę. Dzieciaki są bystre, więc nie prawimy im kazań. Nasza filozofia marketingu jest prosta: powiedzmy ludziom kim jesteśmy, tzn. mówimy ludziom co robimy i nie starajmy się być niczym ponad to.

 

Zapytałem Chouinarda o proces sądowy i jego osobiste nastawienia do Trumpa. Zastanowił się nad tym przez chwilę, skupił swoje myśli. – To co mnie wkurza w tej administracji, to ci wszyscy, którzy zaprzeczają globalnemu ociepleniu – przecież to bzdura. Oni doskonale wiedzą co się dzieje. To co robią, to rozmyślne zaniechanie ochrony klimatu tylko po to, by zarobić więcej pieniędzy. Zrobił przerwę, pochylił głowę, podrapał stół paznokciami. Po chwili znowu się wyprostował: – To czyste zło. To dlatego nazywam tę administrację nikczemną. Oni doskonale wiedzą co robią, a robią to tylko dla większego zysku.

 

Stopniowo rozmowa stawała się coraz mroczniejsza. W kwestii Trumpa Chouinard dodał: – On jest niczym sfrustrowane dziecko, które chce wszystko zniszczyć. Właśnie taką mamy sytuację. Zapytałem go sarkastycznie, czy jakaś jego część zapatruje się na sytuację optymistycznie. Marcario, siedząca obok niego, wybuchła śmiechem. – Czy właśnie zapytałeś Yvona czy jest optymistą? Chouinard uśmiechną się i przechylił głowę. – Jestem absolutnym pesymistą. No wiesz – jestem szczęśliwym człowiekiem, gdyż najlepszym lekarstwem na depresję jest działanie.

W grudniu Chouinard został zaproszony do Waszyngtonu, by zeznawać przed Komisją Kongresu ds. Zasobów Naturalnych. Odmówił. W opublikowanej przez Patagonię odpowiedzi do przewodniczącego Komisji, Chouinard napisał: „Amerykanie w jasny sposób wyrazili w swoich publicznych komentarzach, że chcą zachować góry w stanie nienaruszonym, jednak zostali zignorowani przez sekretarza Zinke, państwa Komisję oraz obecną administrację. Nie mamy wielkich złudzeń, że państwa zaproszenie zostało przysłane w dobrej wierze”. – Jak dla mnie, – zaśmiał się gorzko i pokręcił głową – Waszyngton to rodzaj pustyni, na której człowiek mojego pokroju może się zgubić. Sadzają cię na małym krzesełku, a oni siedzą na piedestale i patrzą na ciebie z góry, dają ci dwie i pół minuty na twoje odpowiedzi. Nie zamierzam grać w tę grę.

Przypomniało mi to sposób, w jaki Chouinard opisywał swoje dzieciństwo w Burbank, gdzie musiał odpierać ataki nauczycieli i wrednych dzieciaków. Gdy go spytałem jakie to uczucie, gdy atakuje cię rząd twojego kraju, zaśmiał się: – Cieszy mnie to. Jeśli nie jesteś atakowany, to znaczy, że nie starasz się wystarczająco mocno.

Obecnie skutki jednej z politycznych akcji Patagonii odczuwa cały stan Utah. Każdej zimy amerykańska branża outdoorowa zbiera się na olbrzymich targach handlowych, by zapoznać się z propozycjami nowego sprzętu. Tradycyjnie ta impreza odbywała się w Salt Lake City i dawała miastu zysk w wysokości około 20 milionów dolarów – aż do lutego tego roku, gdy Patagonia dokonała szarży, w wyniku której targi zostały przeniesione. Wraz z innymi firmami – takim jak REI i The North Face – Patagonia miała już dość republikańskiego gubernatora stanu, Gary’iego Herberta, który był zdeterminowany, by zlikwidować zapisy ochronne dla publicznych terenów stanowych.

 

Herbert ponoć wpadł w szał. Senator z Montany, Jon Tester, stwierdził, że przeniesienie targów to była „cholernie mocna wiadomość”. Tegoroczne targi odbyły się Kolorado i na wszystkich stoiskach dyskutowano tylko o tym temacie. Jeden z weteranów branży zwrócił moją uwagę na fakt, że REI ma o wiele więcej członków niż NRA, jednak nie posiada porównywalnych mechanizmów lobbingowych. Całkiem możliwe, że wkrótce to się zmieni.

 

Przechadzałem się po tych targach przez dwa dni. Patrząc po dziesiątkach tysięcy zwiedzających można powiedzieć, że Patagonia była nieoficjalnie firmą ubierającą tę imprezę, a może nawet całe Denver. Plecaki, kurtki, baseballówki. Na ulicy, na zewnątrz hal targowych, mężczyzna sprzedający gazetę zasilającą bezdomnych – Denver Voice – miał na sobie czapkę Patagonii i puchówkę tej samej firmy. Poszedłem również na dyskusję panelową na temat zasad dostępu do terenów publicznych. Corley Kenna, dyrektor Patagonii ds. globalnej komunikacji, zwrócił uwagę, że oprócz tego, co wydarzyło się w Utah, wielu innym obszarom chronionym również grozi likwidacja – nie wspominając już o Arktycznym Rezerwacie Przyrody (Arctic Refuge) na Alasce, które właśnie zostało otwarte przez Trumpa dla firm wydobywających ropę. W tej samej sytuacji są amerykańskie wybrzeża, które prezydent obiecał udostępnić branży nafciarskiej, pomimo sprzeciwów ze strony większości zainteresowanych stanów. Kenna przyrzekł, że Patagonia wraz ze swoimi partnerami nie ustąpi: – Walczymy z administracją, która kłamie – kłamie nam prosto w twarz.

Patagonia has always worn its pro-environment politics on its fleeced sleeve. The latest fight is no different.

Starając się dodać impetu dyskusjom na temat terenów publicznych, Patagonia zwiększa swoją działalność aktywistyczną. W lutym firma otworzyła nową platformę, za pomocą której jej klienci mogą nawiązywać kontakt z grupami ekologicznymi. Tej wiosny firma planuje wprowadzić certyfikat dla „odnawialnego i organicznego rolnictwa” – najnowszej obsesji Chouinarda. Są to uprawy, które w wyniku celowej działalności pochłaniają dwutlenek węgla z atmosfery. Według Chouinarda, jest to prawdopodobnie najlepsze rozwiązanie, które może powstrzymać zmiany klimatu – a do tego pewnie przyniesie zysk Patagonii. – W biznesie takie właśnie mamy podejście – łamiemy wszystkie zasady – mówi. – Życie jest o wiele łatwiejsze, gdy łamie się zasady, zamiast ich przestrzegać. To jest o wiele łatwiejsze.

 

Jak na czarnowidza, który wkrótce skończy osiemdziesiątkę, Chouinard pozostaje niesamowicie zapracowany – pisze felietony, tworzy nowe produkty, prowokuje oburzenie. Zakładając, że nie dostanie raka z powodu tych kąpieli w dzieciństwie w ściekach z laboratorium filmowego, sądzę, że przeżyje nie tylko Trumpa (który jest od niego o 8 lat młodszy), ale prawdopodobnie przeżyje również mnie (choć dopiero zaczynam 41 rok życia). W typowym dla Ivona stylu, tajemnicą jego żywotności wydaje się być potrzeba pozostawania aktywnym, nieustannie zaangażowanym. W liście do swoich pracowników z 1992 r. zatytułowanym „Kolejne sto lat”, Chouinard napisał: „Mam odrobinę inną definicję zła niż większość ludzi. Jeśli masz okazję i możliwości czynienia dobra, a nie korzystasz z nich – to jest zło. Zło nie zawsze musi być otwartym aktem. To może być po prostu brak dobra”. Lekarstwem jest działanie.

 

Źródło:

https://www.gq.com/story/patagonia-versus-donald-trump?sf186321808=1

Autor: ROSECRANS BALDWIN

Zobacz także...